Wstyd i duma dorosłej uczennicy szkoły muzycznej

19.02.2022

Muzyka od zawsze pociągała mnie swoją tajemnicą, nieuświadomionym wpływem na wyobraźnię. Marzyłam o grze na fortepianie. W rodzinie nie było muzyków. Rodzicom – inżynierom trudno było zrozumieć, jak ważną sprawą dla dziecka może być nauka muzyki.

Moim pierwszym nauczycielem stał się gramofon oraz płyty winylowe. Było też radio ze świecącym zielonym oczkiem. Widzę siebie, jak siedzę pod stołem u babci, oglądając rysunki w olbrzymiej, gotykiem pisanej Biblii, dośpiewując własne „słowa” do płynącej z radia „Yellow Submarine” Beatlesów.

Rozkosze muzycznej uczty dawał mi jednak gramofon. Odkąd pojęłam, że obracający się talerz może spełniać inną funkcję niż tylko karuzeli dla lalek, sama nastawiałam sobie płyty.

Nie było muzyki klasycznej, ale były bajki i jazz. Płyty – nagrania z kolejnych Jazz Jamboree, „The Modern Jazz Quartet” oraz dziwna płyta, dodana do czasopisma „Ameryka” – czerwona, plastikowa – z „My Funny Valentaine”. Niestety, nie pamiętam, kto grał, chyba Miles Davis.

 

Chociaż początki mojej edukacji muzycznej nie były typowe, muzyka fascynowała mnie coraz bardziej. Gdy w podstawówce po raz pierwszy poszłam z klasą do filharmonii, czułam lęk i zawstydzenie. Nie wiedziałam, jak się zachować. Co będzie, jeśli zacznę płakać, albo – nie daj Boże – zemdleję! Nic takiego się nie wydarzyło, a ja zrozumiałam, że muzyka jest mi potrzebna. Słuchałam jej, kupowałam płyty i kasety. W liceum zaczęłam regularnie chodzić na koncerty. Wstydziłam się zapisać do szkolnego chóru, czego potem bardzo żałowałam. Dzisiaj podobno nie ma już muzyki w liceum plastycznym…

Wreszcie pewnego razu kolega zamęczany przeze mnie, by powiedział, co czuje, gdy gra, stwierdził, żebym sama się o tym przekonała. Załatwił jakąś gitarę i zapisał mnie do ogniska muzycznego. Mnie, dorosłą studentkę! Po paru miesiącach stwierdzono, że nieźle sobie radzę i zaproszono do szkoły muzycznej. Byłam zachwycona! Problem pojawił się, gdy trzeba było zagrać na egzaminie. Jak tu grać, kiedy w uszach ma się muzykę wielkich mistrzów. Wstyd i zażenowanie powodowały tak wielka tremę, że potrafiłam pokazać zaledwie ułamek tego, co umiałam. W dodatku jeszcze egzamin z fortepianu! Jak to? Po całej nocy przegadanej z przyjaciółmi o Czajkowskim, Prokofiewie czy Bachu mam zagrać „Były sobie kurki trzy”?

 

Co się stało? Przecież oprócz mnie byli jeszcze w szkole uczniowie w moim wieku i nie mieli tak wielkich problemów. Myślę, że zabrakło w szkole kogoś, kto by mi wyjaśnił, że nie jest wstydem zacząć grać jako dorosła osoba, jeśli się tego potrzebuje. Trzeba postawić sobie pytania: czy chcę dogonić tych, którzy zaczęli grać dużo wcześniej i kontynuować naukę muzyki? Albo czy muzyka ma być dla mnie rodzajem terapii, lekarstwem dla duszy, odpoczynkiem?

Rozdarta między tymi dwiema opcjami nie traciłam wszakże radości z muzykowania. Uwielbiałam, gdy utwór miałam już w palcach, próbować różnych interpretacji , bawić się barwą, agogiką. Niestety, najlepiej wychodziło mi to, gdy byłam sama, gdy nikt mnie nie słyszał. Wstydziłam się nawet zapisać swoje granie na kasecie magnetofonowej!


 

Gdy się ma już pewną wiedzę i słucha dużo muzyki, bardzo trudno jest nie czuć odpowiedzialności za przeniesienie na swój instrument często genialnych wręcz wizji muzycznych, które mieli kompozytorzy będący nierzadko także doskonałymi instrumentalistami. Granie utworu nie jest tylko prezentacją siebie, ale jest też spotkaniem z dziełem. Jedni nie boją się tego przekazu, innych zżera trema. To nie tylko świadomość niedoskonałości. Wstyd zawsze związany jest z naszym ego – to ono się obawia, co inni pomyślą o mnie i że nie jestem wystarczająco dobra, żeby coś zaprezentować. Nie każdy przecież ma predyspozycje, by być muzykiem. Tak jak nie każdy może być lekarzem czy strażakiem. W naturalnych sytuacjach zawstydzenie sygnalizuje, że zbliżamy się do tego, co jest zbyt osobiste, żeby mogło być pokazane wszystkim. Wstyd pozwala chronić granice. Buduje poczucie intymności. Poza tym była jeszcze obawa, że rodzina lub przyjaciele nie docenią mojego występu, a nie chciałam, by ktoś podciął mi skrzydła, bo uwielbiałam grać. Bardzo się wstydziłam, gdy oglądano mnie grającą jak jakiś eksponat w muzeum. Po prostu zwyczajnie czułam się źle, będąc w centrum zainteresowania. Może byłabym bardziej pewna siebie, mając świadomość, że jestem utalentowana? Póki nie ma obserwatora, kogoś, kto może ocenić, nie ma wstydu…

 

Skończyłam szkołę muzyczną, ale nie zapomniałam o gitarze. Bagaż doświadczeń pozostał ogromny. Zaczęłam zajmować się gitarą jako grafik oraz organizator konkursów i festiwali. Moi najlepsi przyjaciele to muzycy. Wiem, że chociaż nie zostałam muzykiem, ciągle jestem z gitarą, moim ukochanym instrumentem.

 

Pewnego dnia poproszono mnie o zastępstwo na dwa miesiące w szkole. Miałam uczyć plastyki. Polubiłam pracę z dziećmi, zostałam na dłużej. Gdy zaproponowano mi uczenie francuskiego i muzyki – zgodziłam się. Widząc siedmioletnie maluchy, dla których polski był jeszcze językiem obcym, odrzuciłam nieciekawy podręcznik i przygotowałam własny program nauczania francuskiego, pełen muzyki, wyliczanek, prostych wierszyków, tańca i teatru. Jak to wszystko zrobić bez instrumentu muzycznego? Po dziesięciu latach postanowiłam więc wrócić do gitary. Musiałam schować wstyd do kieszeni i rozpocząć jednoosobowy show! Nie było łatwo, zwłaszcza prowadząc zajęcia z muzyki, ale dałam radę. Pięć minut na piechotę od szkoły był gotycki kościół św. Katarzyny, w którym jako brat zakonny posługiwał jeden z moich kolegów-chórzystów (już nie wstydziłam się śpiewać!). Pomógł mi grać i śpiewać z dziećmi.

 

Poprosiłam o dwie łączone godziny muzyki. W kościele z genialną akustyką, a nie w ciasnej i dusznej klasie śpiewaliśmy na głosy, tańczyliśmy, malowaliśmy do muzyki. Byłam szczęśliwa, widząc, ile daje mi umiejętność grania na gitarze, jak dzieci cieszą się muzyką i muzykowaniem. Pamiątką tego pięknego, bezwstydnego czasu jest kaseta z piosenkami francuskimi nagrana w prawdziwym studiu nagrań!

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Może Cię zainteresować...

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.